NAZYWAM SIĘ
george
PRZEBYWAM W
Stowarzyszenie SOS Koty Mielec
Czuję się wyróżniony, bo kliknąłeś właśnie moje zdjęcie! A ja długo byłem traktowany jak śmieć :( Przez 13 lat nikt nigdy nie zatroszczył się o moje zdrowie i dopóki łapałem myszy, miałem ciepły kąt. Ale gdy zachorowałem, zostawili mnie na pewną śmierć. Wyglądałem już jak szkielet, gdy dobra dusza zaniosła mnie do lekarza, a potem znalazła dla mnie miejsce w Pu-Chatce. Tu długo dochodziłem do siebie, bo wszystko w środku miałem popsute i na dodatek okazało się, że mam białaczkę. Pierwszy raz w życiu jestem dla kogoś ważny, ktoś troszczy się o mnie i prosi, abym wyzdrowiał. Bo ostatnio znowu bardzo się pochorowałem - na FIPa, przez tydzień nie jadłem i ciocie błagały mnie, abym zaczął jeść. Woziły na kroplówki i zastrzyki i w końcu poczułem, że dam radę. Teraz jem bez opamiętania, owrzodzenia się goją, jest mi dobrze, bo nic nie boli. Mieszkam w ciepłym pomieszczeniu, a ciocie na mój widok rozpromieniają się - nie wiedziałem, że tak można kochać zwykłego wiejskiego kota. Może kiedyś będę szukać domu - pewnie ludzi kochających koty jest więcej? Teraz wraz z moją koleżanką Titą, która też ma białaczkę, mieszkam w ciasnej kuchni, bo nasza Pu-Chatka jest malutka i nie ma dla nas prawdziwego pokoju, a musimy być izolowani, aby nie zarażać innych podopiecznych. Dlatego moim największym marzeniem jest nowy dom dla nas - kotów. Wtedy ciocie mogłyby uratować jeszcze więcej nieboraków. Więc kochany Mikołaju, spraw ten cud dla nas wszystkich - przynieś mi worek pieniędzy na dom, a oprócz tego - dużo karmy w sosie, przysmaków, legowisko i witaminy.
PS. Będę wdzięczny, jeśli opowiesz o akcji znajomym. Wtedy moi schroniskowi koledzy może też dostaną prezenty.
Nie wiesz, które produkty wybrać?
Przelej darowiznę, a my wybierzemy za Ciebie: